Trzy zielone koszyczki. Tym razem dla odmiany do dziewczęcego pokoiku.
Włóczka spaghetti.
Szydełko, przepraszam, szydło nr 10.
Małe koszyczki są w sam raz na spineczki i gumeczki (jak już włoski urosną).
Duży koszyczek w sam raz nadaje się na hełm :P
![]() |
a to zapowiedź kolejnego posta, tfu... koszyczka. Szarego. |
Urocze koszyczki. Ja robię taką włóczkę ze starych t-shirtów. Pozdrawiam serdecznie :-)
OdpowiedzUsuńDzięki. Też kiedyś cięłam, ale niestety nie wychodzi mi tak idealnie równiutko. Ze spaghetti można pójść na łatwiznę :)
UsuńSą na prawdę świetne, sama kiedyś zastanawiałam, ale samej zrobić spaghetti :) Mój blog Ma i Bla
OdpowiedzUsuńJak masz czas i stare t-shirty, to czemu nie? Wtedy będą w dwustu procentach hendmejdowe, moje są tylko w stu :)
UsuńSpaghetti to ja lubię na talerzu;p
OdpowiedzUsuńNo dobra, ZPAGETTI. Lepiej?
Usuń